Pierwszy raz fajkę wodną zapaliłem w teherańskiej herbaciarni, u podnóża gór Elburs. Kelner najpierw przyniósł czajnik z herbatą słodzoną nabatem – cukrem w kryształkach, dodatkiem szafranu. Po chwili wrócił z dużym, wykonanym z zielonego szkła, ghaliunem1. Tak potocznie nazywają fajkę Persowie. Postawił ją na ziemi, bo ustawienie jej wyżej niż siedzi palący świadczyłoby o braku szacunku.
Nowy, lepszy dym
Kiedy wróciłem do Polski, do „kafefajki” przy Nowym Świecie trafiłem przypadkiem. Było to parę lat temu, kiedy popularność spędzania czasu przy hookah dopiero miała nadejść. Już kilka miesięcy później trudno było we wspomnianym lokalu znaleźć miejsce w piątkowy wieczór. Po paru kolejnych stało się to prawie niemożliwe. Kafefajkę zapełniają głównie studenci. „Palenie sziszy to coś zupełnie innego, niż siedzenie w papierosowym dymie. Fajka daje ci spokój a jej dym nie drażni płuc” – mówi Alek Zabłocki, student politologii na UW. „Spędzamy tu ze znajomymi czas, kiedy tylko mamy wolny wieczór” – dodaje. Później mówi mi, że nie warto przychodzić tu samemu, bo cała zabawa polega na tym, żeby palić w towarzystwie. „Dopiero wtedy pojawia się odpowiedni klimat” – pointuje.
Z czym to się pali?
Fajka wodna jest wykonana z kilku elementów. Jej dokładna konstrukcja zależy od regionu, z którego pochodzi konkretny egzemplarz. Mimo to ogólne zasady są wspólne dla wszystkich jej typów. Podstawową część stanowi naczynie, do którego wlewamy wodę, połączone z czubkiem nargili. Na nim znajduje się wypełniony tytoniem cybuch. Niezbędny jest także elastyczny wąż zakończony ustnikiem, przez który wciągamy dym. Do palenia używamy specjalnego, smakowego tytoniu. Możemy zrobić sziszę o smaku jabłkowym, pomarańczowym, miętowym a nawet kawowym. Zamiast wody do naczynia można wtedy wlać mleko, a kiedy używamy smaków owocowych – sok. Jednym słowem eksperymentować na różne sposoby, uzyskując za każdym razem inny aromat. „Przyrządzenie fajki to sztuka, a jej palenie to rytuał” – mówi się na wschodzie.. Nie robi się tego w biegu i nerwach. Do fajki siadamy razem ze znajomymi, żeby się odprężyć i porozmawiać bez pośpiechu.
Minister Zdrowia ostrzega
Powszechnie uważa się, że palenie fajki jest nieporównanie mniej szkodliwe od zaciągania się dymem papierosowym. Aby przekonać się o prawdziwości obiegowych opinii, przeprowadzono szereg badań na ten temat. Wyniki jednak, w zależności od ośrodka doświadczeń, różniły się. Pierwsze z badań zostało przeprowadzone przez Laboratorium Chemiczne w Lausann. Wykazano, że zawartość nikotyny jednego nabicia fajki równa się zawartości tej substancji w dwóch papierosach. Jednocześnie dowodzono hipotezy o niższej niż w dymie papierosowym, zawartości substancji smolistych. Opierano się jednak wyłącznie na zabarwieniu filtrów, a nie analizie chemicznej. Tej hipotezie przeczą badania prof. Ulricha Keila z Uniwersytetu w Münster. Dowiedziono tam, że ilość nikotyny w zaciągnięciu dymem z fajki jest taka sama jak przy zaciągnięciu papierosem. Co więcej, wg. badań przeprowadzonych na niemieckim uniwersytecie wynika, że substancji smolistych jest dwudziestokrotnie więcej niż w papierosie. „Takie badania są jednak często finansowane przez koncerny tytoniowe i nie mogą być w pełni wiarygodne” – komentuje wyniki Łukasz Kosma, redaktor naczelny serwisu fajkawodna.org. W dodatku żaden ze wspomnianych ośrodków badawczych nie udowodnił możliwości fizycznego uzależnienia od fajkowego dymu. „Nie spotkałem jeszcze osoby, która musiałaby koniecznie zapalić sziszę, tak jak ma to miejsce w przypadku papierosów” – zgadza się Kosma.
Rewolucja usługowa
Informacje o szkodliwości palenia nargili nie odstraszają studentów. To oni stanowią największy rynek zbytu fajkowego tytoniu. „Ja Shaggy podaję Państwu najlepszą sziszę w kraju, ponieważ jest ona od mojego serca” – reklamuje na stronie internetowej Sheesha Lounge, Shaggy. Koszt zamówienia sobie nargili spod jego rąk to 25 zł. W kafefajce zapłacimy 10 zł mniej, jeśli tylko uda nam się znaleźć miejsce do siedzenia. Dużą popularnością cieszy się też palenie na domowych imprezach. Sprzęt można kupić poniżej 100 zł, na przykład w przejściu podziemnym przy Rotundzie. Z nauką przyrządzania sziszy też nie ma problemu, bo w sieci pojawiły się dziesiątki fajkowych witryn „edukacyjnych”.
Kulturowe Schengen
W Polsce palenie fajki wodnej jest, mimo wszystko, czymś zupełnie innym niż na wschodzie. Tam jest to element codzienności obecny od kilkuset lat (a właściwie przed kilkuset laty spopularyzowany zarówno na dworze Perskim jak i w Turcji). To powtarzalna czynność, której nie można zakłócać. Odmierza rytm dnia i go organizuje. Można powiedzieć, że spędzanie towarzystwa przy fajce w kulturze wschodniej jest tym, czym w śródziemnomorskiej jest sjesta. W Polsce to nowość, która nigdy nie zostanie w takiej formie zaadoptowana. Stanowi więc alternatywną, studencką rozrywkę i właściwie nic więcej. Nie mówiąc o tym, że sposób w jaki robi się to u nas, byłby dla większości Arabów czy Turków nie do zaakceptowania. Tam, nie do pomyślenia jest łączenie sziszy i alkoholu. Dla większości byłaby to profanacja. Tutaj, możliwe jest zamówienie piwa do fajki, bo gdyby zagraniczni managerowie chcieli odtworzyć purytańską kulturę palenia, nie mogli by liczyć na tak duże zyski. Nie przywiązuje się też specjalnej wagi do rytualizmu palenia. W Syrii na przykład, nie powinniśmy podawać węża bezpośrednio naszemu sąsiadowi, ale położyć go na ziemi, by sam mógł go wziąć. Inne zachowanie oznaczałoby towarzyskie faux pas.
Islamska Republika Iranu wprowadziła zakaz palenia fajek wodnych w miejscach publicznych. Pojawiają się głosy, że motywowany względami zdrowotnymi przepis miał podłoże obyczajowe, ponieważ palenie fajki może prowokować flirt pomiędzy kobietami a mężczyznami. Piotr Zaborowski 1. Perskie określenie fajki wodnej. Popularne nazewnictwo to także szisza lub nargila. Rzadziej używa się też arabskiego określenia hookah, dosłownie oznaczającego dzban, do którego wlewana jest woda, filtrująca dym. |